• Wpisów: 3
  • Średnio co: 1 rok
  • Ostatni wpis: 5 lat temu, 22:42
  • Licznik odwiedzin: 3 001 / 2124 dni
 
ardanien
 
    - Nie. – odpowiedziałam obojętnym tonem czytając gazetę. Wzrok miałam skupiony na interesującym artykule i nie miałam ochoty, bu ktokolwiek mi przeszkadzał. Nienawidziłam tego, zwłaszcza, kiedy chodziło o sprawy, które mnie kompletnie nie interesują.
    - I tak tam pojedziesz. – usłyszałam szyderczy śmiech brata. Zacisnęłam zęby, policzyłam do dziesięciu, po czym najdelikatniej jak umiałam zamknęłam gazetę nie kończąc czytania. Posłałam mu najbardziej wymuszony uśmiech na jaki było mnie stać. Mimo, iż był starszy, nie mogłam znieść jego dziecinnych zachowań. Czułam się, jakbym miała przed sobą młodszego, rozpieszczonego brata.
    - Nie będziesz mi mówił co mam robić. Doskonale wiem co jest dla mnie lepsze. – dlaczego ja zawsze muszę tłumaczyć im wszystko jak przedszkolakom? Dlaczego nie mogą po prostu zrozumieć, że mam swoje potrzeby?
    - Córciu, nie możesz wiecznie siedzieć w tej dziurze i czekać na cud. Nie zarobisz wiele nauczając w szkołach tanecznych. Nie chcesz mieć dobrego życia? Chyba pora o tym pomyśleć? – zwróciłam głowę w stronę delikatnego, opiekuńczego, acz stanowczego głosu mamy. Wzięłam głęboki wdech, by nie dać się ponieść emocjom. Wiedziałam, że mają rację.
    - Boję się. To chcieliście usłyszeć, prawda? Macie. Proszę. BOJĘ – SIĘ. Takie to trudne do zrozumienia? A co, jeśli nie jestem wystarczająco dobra? Co z moimi znajomymi? Z moim dotychczasowym życiem? Jest mi tu dobrze. Może nie idealnie, ale dobrze. Mam wszystko, czego chcę. – dałam za wygraną. Na pewno znacie te sytuacje, kiedy nie macie siły i ochoty sprzeczać się z rodzicami. Poza tym kiedy myślałam o wyjeździe, coś jakby  krzyczało: STÓJ! NIE RÓB TEGO! Dlatego zamierzałam posłuchać wewnętrznych przeczuć i zostać. Przepuścić okazję na lepsze życie koło nosa. Ze strachu.
    Mój brat spojrzał na mnie z czułością, a rodzice westchnęli przejęci. Spuściłam oczy na talerz, na którym zostały resztki makaronu z sosem brokułowym. Byłam taka od dziecka. Odkąd pamiętam. Tchórzliwa, idąca na łatwiznę, wstydliwa, nieśmiała, ze zbyt niską samooceną. Kiedy osiągnęłam wiek 16 lat, moje problemy sięgnęły szczytu. I wtedy przyszedł mi z pomocą brat. Zapisał mnie do hip-hop’owej grupy tanecznej, w szkole, w której sam tańczył. Nie wiem, co bym bez niego zrobiła. Jak każde rodzeństwo mieliśmy chwile słabości, lecz wiedziałam, że bez niego nic nie będzie takie samo. Dziękowałam Bogu, że akurat ta rodzina mnie adoptowała.
    - Więc… to twoja ostateczna decyzja? Nie jedziesz ze mną? – zapytał brat. Wyczułam coś dziwnego w jego głosie. Podniosłam wzrok z talerza i spojrzałam na niego, marszcząc brwi.
    - Będziesz przy mnie? – powiedziałam prawie szeptem. – Nie zostawisz mnie tam? – Michael otworzył szerzej oczy ze zdziwienia. Mama złapała mnie za dłoń, a tata posłał ciepły uśmiech.
    - Dlaczego miałbym..
    - W takim razie jadę. Ale obiecaj mi, że dam sobie radę… - tak, oto ja i mój charakter. Ale byłam po prostu osobą, która potrzebowała kogoś u swego boku, która nie mogła iść przez życie sama.
    - Nie martw się córeczko. Jesteś świetna w tym co robisz. Dasz im wszystkim popalić. – zaśmiał się ojciec, przyciągając mnie do siebie i wtulając moją głowę w swoją klatkę piersiową.
    - Nie zapomnij spakować pieluch na drogę! – mój brat, w lepszym humorze, zaczął pokazywać rogi. Posłałam mu mordercze spojrzenie, lecz na moich ustach powstał zarys uśmiechu. Nie myśląc wiele, nałożyłam brokuł na widelec i rzuciłam go tak, by trafił na drugi koniec stołu, trafiając prosto w bruneta.
    - Nie wybaczę ci tego! – krzyknął i wstał od stołu, kierując się w moją stronę. Oczywiście, niewiele myśląc, również wstałam i zaczęłam uciekać do mojego pokoju. Usłyszałam za sobą kroki. Były coraz bliżej.
    - Nieeeee! – wykrzyczałam na cały dom, kiedy poczułam, jak czyjeś ramiona oplatają mnie w pasie. – Puść mnie! Michael! Puść, do cholery!! – próbowałam wszystkiego, ale był zbyt silny. Kiedy zobaczyłam, że jesteśmy w łazience, złapałam się framugi i nie chciałam puścić.
    - Rzuciłaś we mnie brokułem. Mam go we włosach. Wiesz, że ci nie odpuszczę, dzidzia? – skrzywiłam się na dźwięk ostatniego słowa, które wypowiedział. Nienawidziłam, kiedy tak do mnie mówił. Może dlatego, że czułam, iż jest to po części prawda?
    - Co mi zrobisz? – zapytałam podejrzliwie, a na mojej twarzy ponownie zagościł uśmiech. Brat wtulił się w moje plecy.
    - Nie bój się, nie będzie bolało. – zaśmiałam się głośno, po czym uszczypnęłam go w ramie.
    - Ałłł! Nie żyjesz! Smarkula! – krzyknął, po czym z całej siły złapał mnie w pasie, wrzucił do prysznica i odkręcił gorącą wodę. Na nic zdały się moje krzyki. Po chwili jednak zaczęłam się śmiać. Zawsze poprawiał mi humor. Nigdy nie mogłam się z nim nudzić. Miałam jednak zamiar jeszcze trochę się z nim podroczyć.
    - I co? To miało być zabawne? Wszyscy tak robią. Przereklamowane. Pfff, nigdzie z tobą nie jadę. Odejdź, chcę wyjść. – powiedziałam z poważną miną, w duchu śmiejąc się z tego, jak zareagował na moje słowa Michael. Spojrzał na mnie jak na wariatkę i nie wiedział jak się zachować. Uznałam, że dalej będę grała. Wyszłam spod prysznica, pozostawiając za sobą mokre ślady. Skierowałam się do salonu, w którym siedzieli rodzice i kiedy prawie tam doszłam, nie wytrzymałam i wybuchnęłam śmiechem. Michael przeszedł tylko obok mnie kręcąc głową, po czym uderzył mnie w ramię, a ja po chwili mu oddałam.
    - Co zrobiliśmy źle?... – powiedziała mama, patrząc na ojca z bezradnością. W tym samym momencie wszyscy zaczęli się śmiać.


2 lata później



    Stałam za kurtyną i spoglądałam na swoje ręce. Trzęsły się. Próbowałam się opanować, oddychać wolniej, przestać panikować, ale nic nie mogłam na to poradzić. Nigdy nie byłam dobra w publicznych wystąpieniach. Byłam wręcz pewna, że coś pomylę. Nagle poczułam delikatne stuknięcie w ramię. Gwałtownym ruchem odwróciłam głowę w tamtą stronę. Michael.
    - Trzęsiesz się jak galareta, siostra. Przecież będzie zajebiście. – powiedział, podając mi butelkę z wodą. Odkręciłam ją i wypiłam połowę jej zawartości bez zaczerpnięcia tchu. Następnie odłożyłam ją na wzmacniacz, wytarłam usta ręką i spojrzałam na niego przejęta.
    - To nie jest zwykły występ… tam są sławne osoby! Do cholery! A ja nigdy wcześniej nie wykonywałam tego publicznie! To nie dla mnie... jest tyle ładnych dziewczyn, spójrz na nie – odwróciłam się i ogarnęłam ręką całą salę – jestem nikim w porównaniu do nich. Po co ja tu przyszłam... ugh, wszystko przez ciebie! – złapałam się za głowę, wplątując palce w moje długie, ciemne włosy. Usłyszałam śmiech. Podniosłam głowę zbulwersowana. Byłam gotowa go uderzyć. Pieprzony cham.
    - A teraz przed państwem coś ostrego, seksownego i przede wszystkim – gorącego, na tak zimny dzień! Julia Kelly! – usłyszałam swoje imię i nazwisko i zamarłam.
    - No dalej, będzie dobrze! – mój ukochany braciszek popchnął mnie wprost na scenę. Było ciemno. Wpuszczono na nią dym sceniczny. Stanęłam jak sparaliżowana. Nie widziałam widowni, oni zapewne nie widzieli mnie. Miałam sekundę na ogarnięcie swoich myśli, nie chciałam przecież się upokorzyć! Stanęłam więc w lekkim rozkroku, wyginając ciało w prawo, a głowę w bok. Czekałam na pierwsze dźwięki piosenki Bruno Marsa, do której miałam tańczyć.
    W końcu zapaliło się jedno światło, które oświetliło moją postać. Byłam szczęśliwa, gdyż widownia nie była oświetlona i czułam się, jakbym była tu zupełnie sama. Kiedy usłyszałam łagodne dźwięki Our First Time wydobywające się z głośników, zaczęłam taniec. Miałam na sobie tylko bluzkę do pępka i luźne dresy, jednak było mi niewiarygodnie gorąco. Zaczęłam poruszać brzuchem w rytm muzyki. W końcu zaczęłam tańczyć układ, którego uczyłam się ponad dwa miesiące. Nie był to zwykły hip-hop’owy układ. Było to coś ostrego, seksownego i wolnego. To, co kochałam. Uwielbiałam pokazywać, że ten styl tańca także potrafi być kobiecy. Wszyscy na sali siedzieli cicho, nie było słychać najmniejszego szmeru. A może to ja byłam zbyt przejęta, by cokolwiek usłyszeć, poza głosem Bruno. Uwielbiałam tańczyć do jego utworów. Wyzwalały we mnie coś drapieżnego, jego głos działał na mnie niesamowicie. Zapomniałam o całym świecie i robiłam swoje. Stanęłam w rozkroku kręcąc biodrami, jedną dłonią pstrykając, drugą błądząc po swoim ciele. W końcu zaczęłam się zniżać, aż wylądowałam na podłodze na kolanach. Zwiesiłam głowę i łapczywie łapałam powietrze do płuc. Światła zapaliły się, muzyka ucichła, a widownia nagrodziła mnie owacją na stojąco. Ze łzami w oczach i uśmiechem na ustach ukłoniłam się i zbiegłam na backstage. Od razu wpadłam w ramiona Michaela.
    - Boże, było genialnie! Nawet na próbach nie było tak dobrze! Jestem pewien, że wszyscy faceci musieli założyć nogę na nogę. – zaśmiał się, a ja razem z nim. Wtuliłam głowę w jego szyję i wyszeptałam ciche „dziękuję”.
    - Za co? – zdziwił się. – Za to, że jesteś tak dobra? Ja tylko pomagam ci przełamać lody, kochana. Niedługo będziesz świetnie radziła sobie sama, wątpię, żeby po tym występie twoja skrzynka mailowa nadal milczała. – poklepał mnie po plecach i podskoczył dwa razy w miejscu, by rozgrzać mięśnie. – No, teraz moja kolej. – uśmiechnął się. – Trzymaj kciuki.
    Uśmiechnęłam się tylko i podniosłam ręce z zaciśniętymi palcami w górę, by pokazać, że spełniam jego prośbę. Najszybciej jak umiałam rozczesałam włosy, narzuciłam na siebie koszulkę i wyszłam na widownię, by obejrzeć jego występ. Usiadłam w pierwszym rzędzie, gdyż wszyscy uczestnicy pokazu mieli je zarezerwowane. Nie zwróciłam uwagi obok kogo usiadłam, w każdym razie dosyć mocno przeszkadzali mi swoim śmiechem. Byłam jednak tak zapatrzona na swojego brata, że nie miałam ochoty zawracać sobie głowy jakimiś ważniakami. Michael był bardzo dobry w tym co robi. To on nauczył mnie tańczyć, to on zmuszał mnie do codziennego treningu, pokazywał mi ruchy, nie pozwalał się poddawać. Zawdzięczam mu wszystko. Dzięki niemu skończyłam studia i jestem pełnoprawną instruktorką tańca. W prawdzie nie zaszłam tak daleko jak on, ale pomagał mi czasem wkręcić się na jakiś dobry występ. Tak jak dzisiaj. Był to jakiś duży klub hip-hop’owy, w którym nieraz sławne osoby szukały rozrywki. Można tu było wypić alkohol, w osobnej sali potańczyć. Sama byłam nim zachwycona i nie miałam zamiaru marnować tego wieczoru.
    - Świetna choreografia. Sama ją wymyśliłaś? – z zamyśleń wyrwał mnie głos przy uchu. Rozpoznałam go. Zmarszczyłam brwi i odwróciłam się w jego stronę.
    - Dziękuję, owszem. – o ile się nie myliłam, był to Bruno Mars. Jego głos rozpoznałabym wszędzie. Niestety nie mam czasu na interesowanie się życiem czy wyglądem gwiazd, toteż wcześniej nigdy nie miałam styczności z jego twarzą.
    - Chciałbym, żeby moja dziewczyna TAK tańczyła. I to do mojej własnej piosenki. – zamruczał mi do ucha, z uśmiechem na twarzy. Uniosłam kąciki ust w szyderczym uśmiechu. Tak, spodziewałam się, że będzie podrywał wszystko, co się rusza. Gwiazdki. Położyłam mu rękę na udzie, po czym wędrując w górę, ku jego zadowoleniu, zaczęłam dotykać palcem każdy guzik jego koszuli, wspinając się wyżej. Patrzeliśmy sobie w oczy. W końcu, kiedy dotarłam do kołnierza, zewnętrzną częścią dłoni strąciłam jego czapkę z głowy, uderzając ją w daszek.
    - Heej! Oszalałaś?! – spojrzał na mnie jak na psychicznie chorą, a jego koledzy pokładali się ze śmiechu. Czarnowłosy schylił się po swoją czapkę, a ja wstałam i kręcąc biodrami ruszyłam do drugiej sali, sali tanecznej. Miałam ochotę się napić i odreagować.
    W połowie drogi złapał mnie Michael.
    - Bruno, hm? Wiedziałem, oblizywał usta i śpiewał pod nosem jak tańczyłaś. Do roboty, siostra! – zaśmiał się, a ja spojrzałam na niego spod byka.
    - Spadaj, nikt cię tu nie chce. – powiedziałam, po czym usiadłam przy barze. – Whisky poproszę. – Miałam nadzieję, że sobie pójdzie, jednak on usiadł obok mnie.
    - No co jest, nie bądź taka sztywna. Która kobieta nie chciałaby zabawić się z Bruno Marsem, wcześniej wijąc się jak kobra do jego piosenki o seksie, hm? – kpił ze mnie dalej. Nic nie robiąc sobie z jego słów, wypiłam duszkiem całą szklankę whisky, lekko się krzywiąc od pieczenia w gardle.
    - To milczenie uznaję za chwilę zawahania.. – zaśmiał się. – Dla mnie także whisky.
    - To milczenie to chęć pobycia w towarzystwie kogoś fajnego. – odparłam, wpatrując się w półkę z najróżniejszymi alkoholami i próbując odczytać ich nazwę.
    - Co? Kogo? – zapytał zdezorientowany brat.
    - Siebie. Wypad. – warknęłam, po czym wypijając jego trunek, wstałam i ruszyłam na parkiet. Jeszcze zanim odeszłam wystarczająco daleko, usłyszałam jego słowa „no i sama poszłaś…” oraz śmiech. Wywróciłam oczami i weszłam w środek tańczącego tłumu. Od razu ktoś złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie. Zrobił to tak mocno, że prawie przewróciłam nas obu, wpadając na jego klatkę piersiową.
    - Whooooa, spoko… o nie, to ty? – odparłam zdegustowana, kiedy zobaczyłam przed sobą nikogo innego jak Bruno Marsa. Chłopak uniósł brwi, po czym odsunął mnie od siebie i obrócił. Potem przyciągnął do siebie i zaczął bujać się do rytmu jakiejś wolnej piosenki. W końcu uznałam, że nie mam nic do stracenia, a mogę się tylko świetnie bawić. Poza tym Bruno miał niesamowite wyczucie rytmu, a jego ruchy biodrami doprowadzały mnie do szaleństwa. Byłam pewna, że właśnie tak podrywał panienki na jedną noc.
    Ułożył swoje dłonie na mojej talii, tym samym zmuszając mnie, bym ja swoje położyła na jego ramionach. Uśmiechnął się do mnie, ukazując rządek idealnie białych zębów, które kontrastując z ciemną karnacją, wydawały się jeszcze bielsze. Teraz to ja przejęłam stery. Odwróciłam się do niego tyłem, po czym kręcąc biodrami najsensowniej jak potrafiłam, zaczynałam powoli schodzić w dół. Kiedy już klęczałam, ponownie wróciłam do pozycji stojącej, a Bruno objął mnie w pasie, przyciągając do siebie najmocniej jak było to możliwe. Zsynchronizował ruchy naszych bioder, po czym lekko ugryzł mnie w ucho. Zaśmiałam się w głos, po czym odwróciłam w jego stronę.
    - Niedozwolony ruch, panie Mars. – zamruczałam mu do ucha, po czym puściłam i zaczęłam przed nim tańczyć. Wiedziałam, że sama daję mu znaki, iż może ze mną flirtować, ale nie obchodziło mnie to teraz. Chciałam się bawić. Po miesiącach ciężkiego treningu, było mi to potrzebne.
    - Teraz twoja kolej. – podjął skuteczną próbę przekrzyczenia muzyki, po czym sam zaczął ruszać się w rytmie, tym razem szybszej, piosenki. Nie mogłam się nadziwić jak płynne i seksowne ma ruchy. I jak doskonały słuch, skoro wykonywał je idealnie w rytmie. Zaintrygował mnie, chociaż wiedziałam, że nie chciałabym mieć z nim nic wspólnego. Dlaczego? Otóż mój brat kręci się w świecie gwiazd. Nie jest sławny, nie piszą o nim w gazetach, nic z tych rzeczy. Występuje w teledyskach hip-hop’owych, czasem występuje na prywatnych przyjęciach. To tyle. Ale dzięki niemu zdążyłam poznać sławnych ludzi i wiedziałam, że to zakochane w sobie snoby. Mili na jedną noc.
    W tym momencie poczułam, jak Bruno odwraca mnie w swoją stronę i z przebiegłym uśmiechem na twarzy, schyla się, by dosięgnąć moich ust. Zachichotałam, po czym przyłożyłam swój palec do jego warg i pokręciłam przecząco głową. Spojrzałam mu w oczy, po czym odwróciłam się na pięcie i zniknęłam w tłumie. Przetańczyłam tam dwie godziny, ani razu nie spotykając czarnowłosego na swojej drodze. W końcu zmęczona poszłam po brata i pojechaliśmy do domu. Zasnęłam z uśmiechem na twarzy, wspominając świetny występ i imprezę, na którą chętnie poszłabym jeszcze raz.



- - - - - - -


mam nadzieję, że się spodobało :>
xoxo

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego