• Wpisów:3
  • Średnio co: 1 rok
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 22:42
  • Licznik odwiedzin:2 718 / 1763 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Witajcie! Postanowiłam nie przeciągać i nie opisywać zbędnych rzeczy.... do dzieła!:




Stukanie. Przeraźliwie irytujące, głośne stukanie. Nałożenie poduszki na głowę nie dawało nic poza uniemożliwieniem złapania oddechu. W głowie dudniło mi jakbym zarobiła w nią czymś ciężkim. Chciało mi się pić. Całe ciało miałam obolałe i nie miałam ochoty robić najmniejszego ruchu, a po prostu ponownie znaleźć się w błogim stanie snu. Jednak dźwięki nie ustały. Z zamkniętymi oczami wysunęłam nogę spod kołdry, stawiając ją na zimnych panelach. Zostałam w tej pozycji parę sekund, po czym zrobiłam to samo z drugą nogą. Cały czas moje uszy drażnił niezidentyfikowany odgłos. Warknęłam poirytowana, z wielkim rozmachem odrzuciłam kołdrę na bok i wstałam. Okazało się, że odrobinę za szybko. Od razu złapałam się za głowę.
- Ałłłł. – zajęczałam, siadając na łóżku. Otworzyłam oczy, po czym rozejrzałam się po pokoju. Było jasno. Mogło być południe, gdyż słońce było naprzeciwko mojego okna. Wzięłam głęboki wdech i rozejrzałam się w poszukiwaniu tego, co raczyło mnie zbudzić.
- Kurwa, zero spokoju. Człowiek chce się wyspać, to świat przeciwko niemu. Zobaczymy… jeszcze się odegram… - zaczęłam gadać bez sensu, nie wiedząc co jest przyczyną tych dźwięków. Gotowa się poddać, podeszłam do okna, by je otworzyć i pooddychać świeżym powietrzem. Gdy byłam już przy nim, spostrzegłam, że na parapecie znajduje się figurka robotnika z młotkiem, którą ktoś musiał włączyć i tam położyć. Mały człowieczek niestrudzenie uderzał narzędziem o parapet, przyprawiając mnie o drgawki złości. Otworzyłam okno, pozwalając, by chłodny wiatr i promienie słoneczne otuliły moje ciało, które całą noc przebywało w ciepłym pokoju. Następnie wzięłam figurkę do rąk i patrząc na nią z uniesionymi brwiami, zaczęłam mówić.
- To ja kupiłam cię na tym nędznym targu, przywiozłam aż z Anglii, a ty odwalasz mi taki numer? Nieładnie, koleś, nieładnie. Teraz będę musiała coś z tobą zrobić… nie wiem… na przykład zwrócić temu idiocie, który cię tu postawił, hm? Myślisz, że to dobry pomysł? Wsadzimy mu cię w dupę. Wiem, to może nie być przyjemne, ale kto powiedział, że takie będzie? Mi wcale nie było miło. – westchnęłam zrezygnowana moją głupotą, po czym odwróciłam się na pięcie i skierowałam się do salonu. Schowałam małego robotnika za siebie, by nikt go nie zobaczył.
- Gadasz do siebie? – zapytał George z pełną buzią. Spojrzałam na niego zdegustowana, po czym uznałam, że jest za głupi, by zrobić mi taki kawał. Poszukiwałam dalej. Bez pukania weszłam do pokoju przyjaciółki. Spała. Podejrzany był tylko jeden.
- Gdzie jest Michael? – wróciłam do salonu by spytać jego przyjaciela. Wątpiłam by wiedział, ale wolałam się upewnić. W naszym towarzystwie nikt nie mówił nikomu gdzie i po co idzie.
- Na balkonie? Chyba. Nie wiem, nie przerywaj mi, nadają Eminema! – machnął ręką, po czym ustawił odbiornik najgłośniej jak się da, sprawiając, że podłoga zaczęła drżeć od basu w piosence jego ulubionego rapera. Wywróciłam oczami po czym skierowałam się na balkon. Kiedy tylko przekroczyłam jego próg, zobaczyłam Michaela siedzącego na poręczy, z głową opartą o ścianę. Wpatrywał się w Los Angeles, przynajmniej takie sprawiał wrażenie. Był zamyślony, a w jego ręce można było zobaczyć niedopalony papieros, o którym najwyraźniej zapomniał. Najciszej jak umiałam, podeszłam do barierki i oparłam się o nią łokciami, również skupiając wzrok na pełnym życia Mieście Aniołów. Spoważniałam, gdyż wiedziałam, że jeśli tak się zachowuje – stało się coś poważnego. Poza tym on rzadko palił.
- Woda jest na parapecie. – ledwo dosłyszalnie mruknął, zaciągając się używką. Uśmiechnęłam się lekko. Zawsze wiedział czego mi potrzeba. Znał mnie na wylot. Podeszłam do parapetu, wzięłam butelkę lekko nagrzanej wody i duszkiem wypiłam całą jej zawartość. Skrzywiłam się lekko, gdyż nie lubiłam pić ciepłej wody, lecz nie miałam innego wyboru. Nadal trzymając żółtą figurkę w dłoni, podeszłam do Michaela, starając się nie dotykać go ani nie straszyć, by nie spadł z barierki.
- Może zejdziesz i usiądziesz na krześle? Pogadamy? – zaproponowałam. Nie żebym miała coś przeciwko chwilom natchnienia i wycieszenia, nie. Po prostu mieszkaliśmy na czwartym piętrze i upadek z tej wysokości mógłby skończyć się nieprzyjemnie.
- Anette jest w ciąży. – rzucił peta przed siebie, śledząc wzrokiem jego lot. Następnie zszedł z poręczy i usiadł na zimnych płytkach, chowając twarz w dłoniach. – Zadzwoniła dzisiaj rano.
Nie mogłam otrząsnąć się z szoku. Stałam z otworzoną buzią i oczami wielkości dużej monety. Michael i Anette poznali się zaraz po naszym przyjeździe do L.A. dwa lata temu, od razu się w sobie zakochali, byli świetną parą, nikt nikogo nie zdradzał, wydawać by się mogło, iż jest to związek idealny. Wszyscy inni tak uważali. Tylko nie ja. Ponieważ ja nie wierzyłam w idealną miłość. W ogóle, nie wierzyłam w miłość. Może i w przywiązanie, przyzwyczajenie, uzależnienie. Jak miałam uwierzyć w coś, czego nawet nie potrafiłam zdefiniować? Wiedziałam, że Anette i mój brat będą ze sobą długo, że może będzie to coś poważnego, ale nigdy nawet przez myśl mi nie przeszło, że mogłaby zajść w ciążę.
- Drugi miesiąc. Zabawne, akurat wtedy byliśmy na imprezie na plaży, oboje zalani… I co? Niechciane dziecko. Jedna impreza. Jeden błąd.. kurwa! – walnął pięścią w ścianę obok siebie. Dopiero teraz obudziłam się i zorientowałam, że muszę z nim pogadać. On zawsze był przy mnie kiedy tego potrzebowałam, sama nie mogłam go zawieść. Przełknęłam ślinę i usiadłam obok niego. Spojrzał na mnie, po czym uśmiechnął się blado.
- Wiem, zjebana sytuacja. Sama nie wiesz co powiedzieć. – zaśmiał się i wyciągnął kolejnego papierosa z paczki.
- Zostaw… - wyrwałam mu go z ręki, wyrzucając za balkon. – Słuchaj, to, że Anette jest w ciąży, nie oznacza, że twój świat się skończył. Przecież z każdej sytuacji jest wyjście, sam mi to mówiłeś. Musicie po prostu pomyśleć, na spokojnie, bez paniki. Przecież nic się nie może stać, hm? Co najwyżej to, że urodzi ci się śliczne, małe dziecko, które będzie biegało po domu w luźnych dresach i nieudolnie powtarzało kroki, których nauczyłeś go dzień wcześniej. Może i będzie ciężko, ale jest wielu ludzi, którzy są w cięższej sytuacji. Poza tym masz przy sobie ludzi, którzy ci pomogą… - okej, sama nie wiedziałam co mówię i czy to pomoże, ale to wydawało mi się najbardziej sensowne. Nigdy nie byłam w takiej sytuacji i nie miałam pojęcia co mu poradzić. A tak bardzo chciałam mu pomóc.
- Słuchaj, nie jestem gotowy na bawienie się w tatusia. Moja kariera się rozwija. Muszę ćwiczyć. Anette pracuje, zarabia na swojego chorego, małego brata. Naprawdę ciężko mi to mówić, ale to dziecko będzie tylko problemem, kolejnym ciężarem, a i tak jest kurwa ciężko… - westchnął, po czym przeczesał swoje gęste włosy dłonią, przepuszczając je między palcami. Wstał, po czym podał mi rękę i pomógł zrównać się z jego wzrostem.
- Jadę do niej. Chcesz jechać ze mną? Obok jej miejsca pracy jest mała kawiarenka, zjadłabyś jakieś śniadanie… - nie wiedziałam jak on to robił, ale nawet kiedy był w tak kryzysowej sytuacji, potrafił troszczyć się o innych. Był najsłodszym i najwspanialszym człowiekiem pod słońcem. Nie jeden raz dziękowałam Bogu za to, że go mam. Uśmiechnęłam się do niego ciepło.
- Nie, dzięki. Nie jestem głodna, poza tym… o ile się nie mylę, dzisiaj jest niedziela, a ja byłam umówiona z Damianem. A tak przy okazji… - zatrzymałam go, kiedy już wychodził z balkonu. Spojrzał na mnie pytająco. – Jak tylko wrócisz, nieźle oberwiesz za tą figurkę na moim parapecie. – otworzyłam dłoń, w której znajdował się przedmiot, by pokazać mu o co konkretnie mi chodzi.
- Uuuups, chyba pora się zmywać! – zaśmiał się i podnosząc ręce do góry w obronnym geście, wyszedł z balkonu. Zachichotałam sama do siebie, spojrzałam na figurkę po czym zamachnęłam się i wyrzuciłam ją za balkon.
Chyba trzeba będzie ustawić tu mały śmietniczek……….

- - -

Wróciłam do swojego pokoju, żeby ubrać się w coś normalnego. Nagle zadzwonił telefon, gwałtownie zaczęłam go szukać, bo po wczorajszej imprezie gdzieś mi się zapodział.
- Słucham? - zapytałam spokojnym tonem.
- Hej piękna. - głos brzmiał znajomo, nawet bardzo.
- Kto mówi?
- Nie pamiętasz mnie? Pomogłem Ci wczoraj. Poznaliśmy się po twoim występie.
- To ty! Skąd masz mój numer?!
- Dałaś mi go wczoraj, nie pamiętasz? No tak. Byłaś tak pijana, że musiałem cię odwieźć.
- Ty wiesz gdzie ja mieszkam?! - w moim głosie było słychać wielkie rozżalenie.
- Podejdź do okna.
- Nie.
- Piękna, proszę. Podejdź do okna.
- Po co?
- Zobaczysz. - w jego pewnym siebie głosie wyczuwałam mały podstęp.
- Dobrze.
Podeszłam do okna, otworzyłam je i spoglądając w dół zauważyłam, że leci do mnie wielki balon z przyczepionym koszyczkiem.
- To dla ciebie. Tak na przeprosiny za moje zachowanie. Zobacz co jest w środku.
- Żadnej przykrej niespodzianki? - zapytałam ostrzegawczo.
- Żadnej. - ciemnoskóry chłopak uśmiechnął się.
W koszyczku był bukiet różowych tulipanów, mały miś z serduszkiem w łapkach i koperta. Bałam się co tam może się znajdować, byłam świadoma, że może to być nawet rachunek za wczorajszą imprezę, jednak przełamałam się i otworzyłam. W życiu nie spodziewałam się tego, co było tam napisane.

„Przepraszam,
chciałbym Ci to jakoś wynagrodzić.
Porto&Pierre dziś o 20.00,
proszę o przybycie w sukni wieczorowej.
Wybacz mi.
Bruno”
Kiedy podeszłam do okna chłopaka już nie było. No i co ja teraz zrobię? Jeżeli nie pójdę, to jego "odwiedziny" z pewnością się powtórzą, a jeżeli pójdę, dam mu się zbyt łatwo. Nie chcę mu pokazać, że może mnie łatwo zdobyć, ale też nie chcę, żeby uganiał się za mną. Spojrzałam na zegarek - była czternasta. Miałam zatem kilka godzin na załatwienie spraw. Na szybko zjadłam śniadanie, zarzuciłam na siebie dżinsową kurtkę i wybiegłam z domu. Taksówka czekała na mnie pod domem.
- Dokąd to? - zapytał mnie uprzejmie kierowca.
- Do centrum na Belivie Hill.
Postanowiłam, że pójdę tam. Samo wszystko się jakoś ułoży. Teraz tylko kupno sukienki, kosmetyczka i fryzjer. W drodze do centrum rezerwowałam sobie miejsca. Dobrze, że studio piękna jest połączone z centrum handlowym i nie będę musiała biegać od pomieszczenia do pomieszczenia.
W sklepach zeszło mi najwięcej czasu. Tyle sukienek, tyle butów! Postawiłam na beżową sukienkę przed kolana i czarne lity z ćwiekami na 15 centymetrowym korku. Paznokcie były pomalowane na ostry, bordowy kolor, natomiast oczy podkreślone czarną kredką połączoną z jasnymi cieniami… no i włosy. Niesamowicie podkręcone, mimo to nadal długie, przyjemne w dotyku.
Nim się obejrzałam była już 19.30. Zamówiłam taksówkę, która na moment podrzuciła mnie do domu. Musiałam wziąć komórkę, której zapomniałam i zostawić niepotrzebne rzeczy, takie jak portfel. Wróciłam do taksówki, wsiadłam do niej i pojechałam w miejsce, które podał mi ciemnooki. Czułam się, jakbym miała w brzuchu motyle. Emocje niszczyły mnie od środka, bałam się reakcji Bruna. Nie wiedziałam, czy nie jestem ubrana zbyt wyzywająco, nie miałam pojęcia co robiłam na poprzedniej imprezie i przede wszystkim, czego on ode mnie chce! W końcu wysiadłam z gracją i szłam w stronę umówionego miejsca. Mars już tam na mnie czekał, stał z kolegami.
- Idzie moja bogini! - zawołał z daleka. - Wyglądasz uroczo.
- No, no. Ładnie. - odezwał się kolega Bruna.
- Miło mi. – wydusiłam z trudem. Boże, tyle fajnych facetów, a ja.. taka nieśmiała i zupełnie nie w ich stylu! Krzyczałam w myślach.
- Panowie, o to Julia Kelly. Cudowna, prawda? Julio, to mój brat - Mike i troje moich przyjaciół, Shean, Eric i Paul.
Spośród wszystkich, którzy tam stali, jedynie Paul nie spuszczał ze mnie wzroku. Nie rozumiałam za bardzo o co mu chodziło, ale jego spojrzenie było inne niż Bruna, było ciepłe, pełne uczucia.
Staliśmy grupką, żaden z nich oprócz Marsa nie miał przy sobie dziewczyny.
- Pójdę po coś do picia. - powiedziałam lekko znudzona.
- Oczywiście. - odpowiedział mi Bruno, puszczając moją dłoń. Dopiero się spostrzegłam, że kierując się do środka, musiał mnie za nią złapać. Czułam się trochę nieswojo i okazję na przyniesienie napoju uznałam za idealną porę na odetchnięcie i zastanowienie się nad tym, co dalej.
Kiedy odeszłam od nich, kątem oka widziałam, że wszyscy się śmieją i docinają mojemu towarzyszowi. Przyjęcie na które mnie zaprosił było bardzo wystawne i uroczyste. Wszyscy wyglądali tutaj na szczęśliwych. Obeszłam salę dookoła przyglądając się jej bogatym zdobieniom, podeszłam cichym krokiem do mężczyzn, którzy stali tyłem i mnie nie widzieli. Szczerze mówiąc… byłam ciekawa o czym rozmawiają. Tak, podsłuchiwałam.
- No więc to jest ta twoja dupa! - zaśmiał się Mike. – Więc, w ile ją przelecisz? Na ile jest zakład?
- Spokojnie, wszystko w swoim czasie. - odpowiedział mu brat, upijając łyk napoju ze swojej szklanki.
- Pewnie ciasna niuńka z niej. Sam bym taką wyrżnął. Zachowuje się jak bogobojna dziewica, więc pewnie nią jest. - Eric nie zdążył dokończyć, bo dostał od Paul'a w głowę.
- A to za co?! - zbulwersował się Eric.
- Trochę szacunku.
- Dwadzieścia dolców, że przeleci ją jeszcze dzisiaj wieczorem. Żadna tam z niej dziewica, zgrywa się, bo nie chce wyjść na łatwą. - kolejny zaśmiał się Shean.
Myślałam, że się przesłyszałam. Co oni sobie wyobrażali! Czym ja dla nich byłam?! Maszyną do seksu?! Wzięłam głębokie oddechy, powstrzymując łzy przed spłynięciem po moich policzkach. Bolało. Mimo, iż nie wiązałam żadnych nadziei z tą znajomością, ich słowa zadały mi potężny cios .Podeszłam do Bruna i spojrzałam na niego z wyrzutem. Wszyscy nagle zamilkli i spoglądali po sobie speszeni. Teraz im głupio?!
- Skoro jestem dla ciebie kimś takim, dziękuję za zaproszenie, misia i koszyk, możesz włożyć sobie to wszystko głęboko w dupę. Nie wiem dlaczego tak o mnie pomyślałeś, nie wiem co robiłam na wczorajszej imprezie, ale jedno jest pewne. Jesteś prostakiem. Takim samym idiotą, jak wszyscy. A wy… - odwróciłam się w stronę jego kolegów. – Jesteście warci jeszcze mniej. Nawet ja jestem dla was zbyt dobra. – pokręciłam głową z niedowierzaniem.
- Julia, pocze—
- Czym ja dla ciebie jestem?! – przerwałam mu. - Chciałeś zrobić ze mnie swoją dziwkę?! Wybacz, nie tędy droga! – coś we mnie pękło kiedy tylko usłyszałam jego głos. Wypłynęło ze mnie tyle nienawiści, iż niewiele myśląc, zamachnęłam się i uderzyłam go otwartą dłonią w policzek. Wokół nas zrobiło się małe zbiorowisko, wszystkie te piękne kobiety szeptały coś między sobą, najprawdopodobniej kpiąc ze mnie. To był najgorszy dzień w moim życiu. Chciałam uderzyć go drugi raz, ale złapał moją rękę w nadgarstku i zacisnął mocno, przyciągając do siebie gwałtownym ruchem.
- Nie rób scen! – warknął, po czym puścił moją dłoń, jakby była jakimś śmieciem. W moich oczach zebrały się łzy.
Wyszłam pospiesznym krokiem nie patrząc na jego reakcję. Wychodząc zatrzasnęłam drzwi i usiadłam na schodkach przy wejściu. Łzy leciały po mojej twarzy mimo woli. Drzwi za mną nagle delikatnie się otworzyły.
- Nie przejmuj sie nim. To skończony idiota. - rozpoznałam głos Paul'a. Wierzchem dłoni otarłam mokre policzki, po czym uśmiechnęłam się blado.
- Czego ja się spodziewałam, hm? Że gwiazda muzyki zaprosi mnie na imprezę w celu poznania mojej osobowości? Dobre sobie. – jakby na potwierdzenie głupoty mojego zachowania, zachichotałam. Paul zrobił to razem ze mną.
Nagle, nie spoglądając w bok poczułam, że chłopak jest tuż obok mnie.
- Nie płacz. Na takiego drania nie warto łez. - powiedział delikatnym głosem, po czym mnie przytulił. – Przebywam z nim prawie codziennie, wiem, jak traktuje… jak traktuje… um…
- No właśnie, kim dla niego byłam? – oparłam się łokciem o kolano, po czym dłonią podparłam czoło. Chłopak westchnął.
- Słuchaj, on nie traktuje tak wszystkich kobiet. Robi to, kiedy chce je mieć na jedną noc. Boi się przywiązania emocjonalnego, kiedy chodzi tylko o seks. Jest… bardzo wrażliwy. – brunet sam zaśmiał się ze swoich słów.
- Brzmi gejowsko. – zachichotałam.
- No cóż… - dodał tajemniczo, teatralnie zawieszając głos. Zaśmiałam się i odwróciłam głowę w jego stronę, by go zobaczyć.
- Dzięki. – ni stąd ni zowąd, spoważniałam i spojrzałam mu prosto w oczy. Doceniałam ludzi, którzy byli tacy jak on. Empatyczni. Mimo, iż nie znałam jego intencji czy chociażby uczuć, miły był sam fakt, że przyszedł tu i próbował wytłumaczyć swojego przyjaciela, tym samym mnie pocieszając i sprawiając, że uśmiech pojawił się na moich ustach.
Nagle drzwi otworzyły się. Nie odwróciłam się, siedzieliśmy z Paulem na tyle blisko siebie, by ktokolwiek to był – mógł przejść. Jednak drzwi nadal były otwarte, a nikt nie schodził na dół. W tym samym momencie odwróciliśmy się i zobaczyliśmy przed sobą Bruna. Przypatrywał się nam dziwnym wzrokiem, którego nie mogłam odgadnąć. Nie miałam pojęcia czy to zażenowanie, skrucha, czy po prostu zobaczył mnie tu i nie miał ochoty przechodzić obok mnie. W każdym razie moje ciało od razu oblał zimny pot, zacisnęłam szczękę i wstałam gwałtownie.
- Nie chcę cię nigdy więcej widzieć. – warknęłam, czując, jak nienawiść, która we mnie jest – narasta jeszcze bardziej. Odwróciłam się na pięcie i usłyszałam jego szyderczy śmiech, zaraz potem upominający szept Paula. Odwróciłam się, nałożyłam na twarz najbardziej sztuczny i wymuszony uśmiech, po czym pokazałam mu palec wskazujący obu dłoni. Ruszyłam w prawo, przemierzając ulice Miasta Aniołów i napawając się ciepłym wieczorem. Po chwili usłyszałam za sobą kroki.
- Odprowadzę cię. – powiedział Paul. Objął mnie ramieniem w pasie. Pozwoliłam mu na to, wyglądało to raczej jak przyjacielski gest. Drogę do mojego domu spędziliśmy śmiejąc się i rozmawiając jak starzy znajomi. Przyjaciel człowieka, którego nienawidzę, okazał się całkiem miłym facetem. Jeden plus dzisiejszego wieczoru…


---

z góry przepraszam, za nieznajomość członków rodziny Bruna i imion jego przyjaciół. nigdy nie interesowało mnie życie prywatne gwiazd, a ich muzyka. nieprofesjonalne, ale... da się z tym żyć!
mam nadzieję, że nikogo nie zawiodłam
xoxo
  • awatar Bruno ♥.♥.♥.: Halooo...Jest tam ktoś ?? Żyjesz jeszcze ??? :P
  • awatar Słodziak-z-niego: OMG!!!! BOMBA! haha jaka akcja już tak miło i romantycznie Bruno podrzucił jej ten koszyczek, a tu taki drań? omg chcę więcej, ale i Bruno nie może być taki zły ciąąąąąąagle, przecież on jest cudowny! Ale dobrze, Twoje opowiadanie i podoba mi się bardzo! Aż chyba sama polecę je innym, bo tu na pingerze tak wieje nudą, że z pewnością nie tylko ja się pobudzę :D :D
  • awatar Sex Dragon Story.: @gość: postaram się napisać jak najszybciej :)) ciężko pogodzić mi pisanie ze szkołą i życiem towarzyskim..
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
- Nie. – odpowiedziałam obojętnym tonem czytając gazetę. Wzrok miałam skupiony na interesującym artykule i nie miałam ochoty, bu ktokolwiek mi przeszkadzał. Nienawidziłam tego, zwłaszcza, kiedy chodziło o sprawy, które mnie kompletnie nie interesują.
- I tak tam pojedziesz. – usłyszałam szyderczy śmiech brata. Zacisnęłam zęby, policzyłam do dziesięciu, po czym najdelikatniej jak umiałam zamknęłam gazetę nie kończąc czytania. Posłałam mu najbardziej wymuszony uśmiech na jaki było mnie stać. Mimo, iż był starszy, nie mogłam znieść jego dziecinnych zachowań. Czułam się, jakbym miała przed sobą młodszego, rozpieszczonego brata.
- Nie będziesz mi mówił co mam robić. Doskonale wiem co jest dla mnie lepsze. – dlaczego ja zawsze muszę tłumaczyć im wszystko jak przedszkolakom? Dlaczego nie mogą po prostu zrozumieć, że mam swoje potrzeby?
- Córciu, nie możesz wiecznie siedzieć w tej dziurze i czekać na cud. Nie zarobisz wiele nauczając w szkołach tanecznych. Nie chcesz mieć dobrego życia? Chyba pora o tym pomyśleć? – zwróciłam głowę w stronę delikatnego, opiekuńczego, acz stanowczego głosu mamy. Wzięłam głęboki wdech, by nie dać się ponieść emocjom. Wiedziałam, że mają rację.
- Boję się. To chcieliście usłyszeć, prawda? Macie. Proszę. BOJĘ – SIĘ. Takie to trudne do zrozumienia? A co, jeśli nie jestem wystarczająco dobra? Co z moimi znajomymi? Z moim dotychczasowym życiem? Jest mi tu dobrze. Może nie idealnie, ale dobrze. Mam wszystko, czego chcę. – dałam za wygraną. Na pewno znacie te sytuacje, kiedy nie macie siły i ochoty sprzeczać się z rodzicami. Poza tym kiedy myślałam o wyjeździe, coś jakby krzyczało: STÓJ! NIE RÓB TEGO! Dlatego zamierzałam posłuchać wewnętrznych przeczuć i zostać. Przepuścić okazję na lepsze życie koło nosa. Ze strachu.
Mój brat spojrzał na mnie z czułością, a rodzice westchnęli przejęci. Spuściłam oczy na talerz, na którym zostały resztki makaronu z sosem brokułowym. Byłam taka od dziecka. Odkąd pamiętam. Tchórzliwa, idąca na łatwiznę, wstydliwa, nieśmiała, ze zbyt niską samooceną. Kiedy osiągnęłam wiek 16 lat, moje problemy sięgnęły szczytu. I wtedy przyszedł mi z pomocą brat. Zapisał mnie do hip-hop’owej grupy tanecznej, w szkole, w której sam tańczył. Nie wiem, co bym bez niego zrobiła. Jak każde rodzeństwo mieliśmy chwile słabości, lecz wiedziałam, że bez niego nic nie będzie takie samo. Dziękowałam Bogu, że akurat ta rodzina mnie adoptowała.
- Więc… to twoja ostateczna decyzja? Nie jedziesz ze mną? – zapytał brat. Wyczułam coś dziwnego w jego głosie. Podniosłam wzrok z talerza i spojrzałam na niego, marszcząc brwi.
- Będziesz przy mnie? – powiedziałam prawie szeptem. – Nie zostawisz mnie tam? – Michael otworzył szerzej oczy ze zdziwienia. Mama złapała mnie za dłoń, a tata posłał ciepły uśmiech.
- Dlaczego miałbym..
- W takim razie jadę. Ale obiecaj mi, że dam sobie radę… - tak, oto ja i mój charakter. Ale byłam po prostu osobą, która potrzebowała kogoś u swego boku, która nie mogła iść przez życie sama.
- Nie martw się córeczko. Jesteś świetna w tym co robisz. Dasz im wszystkim popalić. – zaśmiał się ojciec, przyciągając mnie do siebie i wtulając moją głowę w swoją klatkę piersiową.
- Nie zapomnij spakować pieluch na drogę! – mój brat, w lepszym humorze, zaczął pokazywać rogi. Posłałam mu mordercze spojrzenie, lecz na moich ustach powstał zarys uśmiechu. Nie myśląc wiele, nałożyłam brokuł na widelec i rzuciłam go tak, by trafił na drugi koniec stołu, trafiając prosto w bruneta.
- Nie wybaczę ci tego! – krzyknął i wstał od stołu, kierując się w moją stronę. Oczywiście, niewiele myśląc, również wstałam i zaczęłam uciekać do mojego pokoju. Usłyszałam za sobą kroki. Były coraz bliżej.
- Nieeeee! – wykrzyczałam na cały dom, kiedy poczułam, jak czyjeś ramiona oplatają mnie w pasie. – Puść mnie! Michael! Puść, do cholery!! – próbowałam wszystkiego, ale był zbyt silny. Kiedy zobaczyłam, że jesteśmy w łazience, złapałam się framugi i nie chciałam puścić.
- Rzuciłaś we mnie brokułem. Mam go we włosach. Wiesz, że ci nie odpuszczę, dzidzia? – skrzywiłam się na dźwięk ostatniego słowa, które wypowiedział. Nienawidziłam, kiedy tak do mnie mówił. Może dlatego, że czułam, iż jest to po części prawda?
- Co mi zrobisz? – zapytałam podejrzliwie, a na mojej twarzy ponownie zagościł uśmiech. Brat wtulił się w moje plecy.
- Nie bój się, nie będzie bolało. – zaśmiałam się głośno, po czym uszczypnęłam go w ramie.
- Ałłł! Nie żyjesz! Smarkula! – krzyknął, po czym z całej siły złapał mnie w pasie, wrzucił do prysznica i odkręcił gorącą wodę. Na nic zdały się moje krzyki. Po chwili jednak zaczęłam się śmiać. Zawsze poprawiał mi humor. Nigdy nie mogłam się z nim nudzić. Miałam jednak zamiar jeszcze trochę się z nim podroczyć.
- I co? To miało być zabawne? Wszyscy tak robią. Przereklamowane. Pfff, nigdzie z tobą nie jadę. Odejdź, chcę wyjść. – powiedziałam z poważną miną, w duchu śmiejąc się z tego, jak zareagował na moje słowa Michael. Spojrzał na mnie jak na wariatkę i nie wiedział jak się zachować. Uznałam, że dalej będę grała. Wyszłam spod prysznica, pozostawiając za sobą mokre ślady. Skierowałam się do salonu, w którym siedzieli rodzice i kiedy prawie tam doszłam, nie wytrzymałam i wybuchnęłam śmiechem. Michael przeszedł tylko obok mnie kręcąc głową, po czym uderzył mnie w ramię, a ja po chwili mu oddałam.
- Co zrobiliśmy źle?... – powiedziała mama, patrząc na ojca z bezradnością. W tym samym momencie wszyscy zaczęli się śmiać.


2 lata później



Stałam za kurtyną i spoglądałam na swoje ręce. Trzęsły się. Próbowałam się opanować, oddychać wolniej, przestać panikować, ale nic nie mogłam na to poradzić. Nigdy nie byłam dobra w publicznych wystąpieniach. Byłam wręcz pewna, że coś pomylę. Nagle poczułam delikatne stuknięcie w ramię. Gwałtownym ruchem odwróciłam głowę w tamtą stronę. Michael.
- Trzęsiesz się jak galareta, siostra. Przecież będzie zajebiście. – powiedział, podając mi butelkę z wodą. Odkręciłam ją i wypiłam połowę jej zawartości bez zaczerpnięcia tchu. Następnie odłożyłam ją na wzmacniacz, wytarłam usta ręką i spojrzałam na niego przejęta.
- To nie jest zwykły występ… tam są sławne osoby! Do cholery! A ja nigdy wcześniej nie wykonywałam tego publicznie! To nie dla mnie... jest tyle ładnych dziewczyn, spójrz na nie – odwróciłam się i ogarnęłam ręką całą salę – jestem nikim w porównaniu do nich. Po co ja tu przyszłam... ugh, wszystko przez ciebie! – złapałam się za głowę, wplątując palce w moje długie, ciemne włosy. Usłyszałam śmiech. Podniosłam głowę zbulwersowana. Byłam gotowa go uderzyć. Pieprzony cham.
- A teraz przed państwem coś ostrego, seksownego i przede wszystkim – gorącego, na tak zimny dzień! Julia Kelly! – usłyszałam swoje imię i nazwisko i zamarłam.
- No dalej, będzie dobrze! – mój ukochany braciszek popchnął mnie wprost na scenę. Było ciemno. Wpuszczono na nią dym sceniczny. Stanęłam jak sparaliżowana. Nie widziałam widowni, oni zapewne nie widzieli mnie. Miałam sekundę na ogarnięcie swoich myśli, nie chciałam przecież się upokorzyć! Stanęłam więc w lekkim rozkroku, wyginając ciało w prawo, a głowę w bok. Czekałam na pierwsze dźwięki piosenki Bruno Marsa, do której miałam tańczyć.
W końcu zapaliło się jedno światło, które oświetliło moją postać. Byłam szczęśliwa, gdyż widownia nie była oświetlona i czułam się, jakbym była tu zupełnie sama. Kiedy usłyszałam łagodne dźwięki Our First Time wydobywające się z głośników, zaczęłam taniec. Miałam na sobie tylko bluzkę do pępka i luźne dresy, jednak było mi niewiarygodnie gorąco. Zaczęłam poruszać brzuchem w rytm muzyki. W końcu zaczęłam tańczyć układ, którego uczyłam się ponad dwa miesiące. Nie był to zwykły hip-hop’owy układ. Było to coś ostrego, seksownego i wolnego. To, co kochałam. Uwielbiałam pokazywać, że ten styl tańca także potrafi być kobiecy. Wszyscy na sali siedzieli cicho, nie było słychać najmniejszego szmeru. A może to ja byłam zbyt przejęta, by cokolwiek usłyszeć, poza głosem Bruno. Uwielbiałam tańczyć do jego utworów. Wyzwalały we mnie coś drapieżnego, jego głos działał na mnie niesamowicie. Zapomniałam o całym świecie i robiłam swoje. Stanęłam w rozkroku kręcąc biodrami, jedną dłonią pstrykając, drugą błądząc po swoim ciele. W końcu zaczęłam się zniżać, aż wylądowałam na podłodze na kolanach. Zwiesiłam głowę i łapczywie łapałam powietrze do płuc. Światła zapaliły się, muzyka ucichła, a widownia nagrodziła mnie owacją na stojąco. Ze łzami w oczach i uśmiechem na ustach ukłoniłam się i zbiegłam na backstage. Od razu wpadłam w ramiona Michaela.
- Boże, było genialnie! Nawet na próbach nie było tak dobrze! Jestem pewien, że wszyscy faceci musieli założyć nogę na nogę. – zaśmiał się, a ja razem z nim. Wtuliłam głowę w jego szyję i wyszeptałam ciche „dziękuję”.
- Za co? – zdziwił się. – Za to, że jesteś tak dobra? Ja tylko pomagam ci przełamać lody, kochana. Niedługo będziesz świetnie radziła sobie sama, wątpię, żeby po tym występie twoja skrzynka mailowa nadal milczała. – poklepał mnie po plecach i podskoczył dwa razy w miejscu, by rozgrzać mięśnie. – No, teraz moja kolej. – uśmiechnął się. – Trzymaj kciuki.
Uśmiechnęłam się tylko i podniosłam ręce z zaciśniętymi palcami w górę, by pokazać, że spełniam jego prośbę. Najszybciej jak umiałam rozczesałam włosy, narzuciłam na siebie koszulkę i wyszłam na widownię, by obejrzeć jego występ. Usiadłam w pierwszym rzędzie, gdyż wszyscy uczestnicy pokazu mieli je zarezerwowane. Nie zwróciłam uwagi obok kogo usiadłam, w każdym razie dosyć mocno przeszkadzali mi swoim śmiechem. Byłam jednak tak zapatrzona na swojego brata, że nie miałam ochoty zawracać sobie głowy jakimiś ważniakami. Michael był bardzo dobry w tym co robi. To on nauczył mnie tańczyć, to on zmuszał mnie do codziennego treningu, pokazywał mi ruchy, nie pozwalał się poddawać. Zawdzięczam mu wszystko. Dzięki niemu skończyłam studia i jestem pełnoprawną instruktorką tańca. W prawdzie nie zaszłam tak daleko jak on, ale pomagał mi czasem wkręcić się na jakiś dobry występ. Tak jak dzisiaj. Był to jakiś duży klub hip-hop’owy, w którym nieraz sławne osoby szukały rozrywki. Można tu było wypić alkohol, w osobnej sali potańczyć. Sama byłam nim zachwycona i nie miałam zamiaru marnować tego wieczoru.
- Świetna choreografia. Sama ją wymyśliłaś? – z zamyśleń wyrwał mnie głos przy uchu. Rozpoznałam go. Zmarszczyłam brwi i odwróciłam się w jego stronę.
- Dziękuję, owszem. – o ile się nie myliłam, był to Bruno Mars. Jego głos rozpoznałabym wszędzie. Niestety nie mam czasu na interesowanie się życiem czy wyglądem gwiazd, toteż wcześniej nigdy nie miałam styczności z jego twarzą.
- Chciałbym, żeby moja dziewczyna TAK tańczyła. I to do mojej własnej piosenki. – zamruczał mi do ucha, z uśmiechem na twarzy. Uniosłam kąciki ust w szyderczym uśmiechu. Tak, spodziewałam się, że będzie podrywał wszystko, co się rusza. Gwiazdki. Położyłam mu rękę na udzie, po czym wędrując w górę, ku jego zadowoleniu, zaczęłam dotykać palcem każdy guzik jego koszuli, wspinając się wyżej. Patrzeliśmy sobie w oczy. W końcu, kiedy dotarłam do kołnierza, zewnętrzną częścią dłoni strąciłam jego czapkę z głowy, uderzając ją w daszek.
- Heej! Oszalałaś?! – spojrzał na mnie jak na psychicznie chorą, a jego koledzy pokładali się ze śmiechu. Czarnowłosy schylił się po swoją czapkę, a ja wstałam i kręcąc biodrami ruszyłam do drugiej sali, sali tanecznej. Miałam ochotę się napić i odreagować.
W połowie drogi złapał mnie Michael.
- Bruno, hm? Wiedziałem, oblizywał usta i śpiewał pod nosem jak tańczyłaś. Do roboty, siostra! – zaśmiał się, a ja spojrzałam na niego spod byka.
- Spadaj, nikt cię tu nie chce. – powiedziałam, po czym usiadłam przy barze. – Whisky poproszę. – Miałam nadzieję, że sobie pójdzie, jednak on usiadł obok mnie.
- No co jest, nie bądź taka sztywna. Która kobieta nie chciałaby zabawić się z Bruno Marsem, wcześniej wijąc się jak kobra do jego piosenki o seksie, hm? – kpił ze mnie dalej. Nic nie robiąc sobie z jego słów, wypiłam duszkiem całą szklankę whisky, lekko się krzywiąc od pieczenia w gardle.
- To milczenie uznaję za chwilę zawahania.. – zaśmiał się. – Dla mnie także whisky.
- To milczenie to chęć pobycia w towarzystwie kogoś fajnego. – odparłam, wpatrując się w półkę z najróżniejszymi alkoholami i próbując odczytać ich nazwę.
- Co? Kogo? – zapytał zdezorientowany brat.
- Siebie. Wypad. – warknęłam, po czym wypijając jego trunek, wstałam i ruszyłam na parkiet. Jeszcze zanim odeszłam wystarczająco daleko, usłyszałam jego słowa „no i sama poszłaś…” oraz śmiech. Wywróciłam oczami i weszłam w środek tańczącego tłumu. Od razu ktoś złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie. Zrobił to tak mocno, że prawie przewróciłam nas obu, wpadając na jego klatkę piersiową.
- Whooooa, spoko… o nie, to ty? – odparłam zdegustowana, kiedy zobaczyłam przed sobą nikogo innego jak Bruno Marsa. Chłopak uniósł brwi, po czym odsunął mnie od siebie i obrócił. Potem przyciągnął do siebie i zaczął bujać się do rytmu jakiejś wolnej piosenki. W końcu uznałam, że nie mam nic do stracenia, a mogę się tylko świetnie bawić. Poza tym Bruno miał niesamowite wyczucie rytmu, a jego ruchy biodrami doprowadzały mnie do szaleństwa. Byłam pewna, że właśnie tak podrywał panienki na jedną noc.
Ułożył swoje dłonie na mojej talii, tym samym zmuszając mnie, bym ja swoje położyła na jego ramionach. Uśmiechnął się do mnie, ukazując rządek idealnie białych zębów, które kontrastując z ciemną karnacją, wydawały się jeszcze bielsze. Teraz to ja przejęłam stery. Odwróciłam się do niego tyłem, po czym kręcąc biodrami najsensowniej jak potrafiłam, zaczynałam powoli schodzić w dół. Kiedy już klęczałam, ponownie wróciłam do pozycji stojącej, a Bruno objął mnie w pasie, przyciągając do siebie najmocniej jak było to możliwe. Zsynchronizował ruchy naszych bioder, po czym lekko ugryzł mnie w ucho. Zaśmiałam się w głos, po czym odwróciłam w jego stronę.
- Niedozwolony ruch, panie Mars. – zamruczałam mu do ucha, po czym puściłam i zaczęłam przed nim tańczyć. Wiedziałam, że sama daję mu znaki, iż może ze mną flirtować, ale nie obchodziło mnie to teraz. Chciałam się bawić. Po miesiącach ciężkiego treningu, było mi to potrzebne.
- Teraz twoja kolej. – podjął skuteczną próbę przekrzyczenia muzyki, po czym sam zaczął ruszać się w rytmie, tym razem szybszej, piosenki. Nie mogłam się nadziwić jak płynne i seksowne ma ruchy. I jak doskonały słuch, skoro wykonywał je idealnie w rytmie. Zaintrygował mnie, chociaż wiedziałam, że nie chciałabym mieć z nim nic wspólnego. Dlaczego? Otóż mój brat kręci się w świecie gwiazd. Nie jest sławny, nie piszą o nim w gazetach, nic z tych rzeczy. Występuje w teledyskach hip-hop’owych, czasem występuje na prywatnych przyjęciach. To tyle. Ale dzięki niemu zdążyłam poznać sławnych ludzi i wiedziałam, że to zakochane w sobie snoby. Mili na jedną noc.
W tym momencie poczułam, jak Bruno odwraca mnie w swoją stronę i z przebiegłym uśmiechem na twarzy, schyla się, by dosięgnąć moich ust. Zachichotałam, po czym przyłożyłam swój palec do jego warg i pokręciłam przecząco głową. Spojrzałam mu w oczy, po czym odwróciłam się na pięcie i zniknęłam w tłumie. Przetańczyłam tam dwie godziny, ani razu nie spotykając czarnowłosego na swojej drodze. W końcu zmęczona poszłam po brata i pojechaliśmy do domu. Zasnęłam z uśmiechem na twarzy, wspominając świetny występ i imprezę, na którą chętnie poszłabym jeszcze raz.



- - - - - - -


mam nadzieję, że się spodobało :>
xoxo
  • awatar Słodziak-z-niego: Wooooooooooow już dawno nie czytałam tak dobrego opowiadania, a to DOPIERO pierwsza część!! Masakra, gdzieś ty się chowała, że tu dopiero trafiłam :D Koniecznie musisz się rozreklamować po innych blogach! :D
  • awatar Bruno ♥.♥.♥.: Nie ma za co czekam z niecierpliwością ♥. ;*
  • awatar Sex Dragon Story.: następny postaram się wrzucić dzisiaj wieczorem :) dziękuję <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Cześć! Ostatnio wpadło mi w rękę czyjeś opowiadanie o Bruno Marsie, dostałam natchnienia i... OTO JESTEM! Mam nadzieję, że ktoś to w ogóle przeczyta I mam nadzieję, że sprostam waszym wymaganiom. Może historia, którą mam zamiar opisać nie jest oryginalna... może mój styl pisania nie jest wciągający... ale kocham tego Małego Świra i nie mogłam się oprzeć pokusie napisania historii miłosnej z nim w roli głównej Jeszcze dziś powinna pojawić się pierwsza część!

xoxo